EKSKLUZYWNA BLONDYNKA, czyli dlaczego bycie blondynką jest kosztowne…

Nie znam kobiety, która choć raz w życiu nie marzyła o posiadaniu pięknych blond włosów. I mimo, że marzenia to jedno, a rzeczywistość – co innego, z nadzieją większą od tej na poznanie księcia z bajki, udajemy się do fryzjera i mówimy: „Pani Kasiu, tym razem chłodny blond!”

Pani Kasia kiwa lekko przechyloną głową, mruży oczy kamuflując przerażenie, głaszcze 10 minut włosy klientki, w głowie ustala plan pracy pod tytułem  „k+#$%*wa, jak mam to jej zrobić??!!??”, po czym dumnie ogłasza: „nie ma problemu, robimy!”.

I tu marzenia zaczynają walkę z rzeczywistością… Mija pierwszy tydzień, kolor żółknie, włosy szorstkie jak sierść dzika, coś tam wykruszyło się podczas czesania, tony najlepszej maski z drogerii nic nie pomagają, a ten kolor jakiś taki nie fajny jest… Przecież wydałaś 200zł na zrobienie blondu! Może zapomniałaś napomknąć o tym, że pół roku temu wylałaś sobie na włosy jakiś szampon koloryzujący, ale  w sumie to przecież szampon był tylko… 

A teraz powiem Wam, dlaczego 200zł za zrobienie ładnego blondu nie pokryje nawet zakupu produktów. Nie mówiąc o kosztach prowadzenia działalności (poczytaj: https://sobocinska.com.pl/za-co-placisz-fryzjerowi/) I dlaczego bycie blondynką to inwestycja. I, że trzeba mieć na to sporo pieniędzy i dlaczego należy być świadomym, że dbanie o blond należy do Was, nasze drogie klientki!

Po pierwsze – rozjaśnianie do blondu 

Ciemne włosy, nawet te określne przez klientów jako „jasny brąz”, wymagają
rozjaśnienia. I od tego etapu zależy, jaki będzie efekt końcowy. Mądry fryzjer wie, że to oksydant niszczy włosy, wie też, jakie rozjaśniacze są dobre, a jakie mają np. dużo za dużą zawartość amoniaku. I niech każdy klient wie, że dobry + zdrowy + łagodny + skuteczny  rozjaśniacz kosztuje dużo. Nawet 200zł. I czasem więcej. A ponieważ często tego rozjaśniacza trzeba nałożyć baaaardzo dużo, możesz

wyobrazić sobie cenę początkową usługi. Podkreślam – początkową! I jeszcze jedna ważna kwestia, drogie blondynki: zdrowie przede wszystkim! Twoja skóra nie może ucierpieć podczas aplikacji produktu. Często nawet nie zauważysz, gdy fryzjer nałoży płyn ochronny na skórę głowy. Nie najtańszy, ale wart każdej ceny. Dlatego właśnie wizyta u fryzjera nie boli. Tak  jak u dentysty – znieczulenie, i po strachu:)

Rozjaśniacz musi mieć wsparcie 

Nie rozjaśniam nigdy bez zabezpieczenia mostków dwusiarczkowych we włosach moich klientek. Takim ubezpieczeniem jest tzw. plex.

Plexów na rynku jest milion dwieście, mają jedną cechę wspólną: są bardzo drogie. Znam takie za 120zł (na kilka użyć), ale znam też takie za 800zł.  Nie pytam się moich pań, czy życzą sobie plexu do rozjaśniacza. To tak jakby spytać sportowca, czy potrzebuje suplementów. Albo chorego na anginę – czy musi brać antybiotyk. Musi. Potrzebuje. Nawet gdy nie chce.

Poza tym, nie chcąc siedzieć godzinami na fotelu fryzjerskim, możemy w skuteczny sposób przyspieszyć rozjaśnianie. Niewielki wybór kropli do przyspieszania koloryzacji, a co za tym idzie, wysoka ich cena, sprawiają, że koszt mieszanki rozjaśniającej szybko rośnie… Ale bez tych kropli nie wyobrażam sobie pracy. Nie dość, że skutecznie eliminują konieczność siedzenia pięciu godzin u fryzjera, to jeszcze – pozostawiają włosy mocno nawilżone. O to też nie pytam się klientki. Wyobrażacie sobie taką sytuację:

Fryzjer: 

„Czy chcesz mieć włosy mocno nawilżone po dekoloryzacji?”

Klientka:

„Nie! Wystarczy, że będą blond, mogą być suche jak siano!”

Aby jeszcze bardziej zabezpieczyć włosy przed wysuszeniem, fryzjer może wspomóc się specjalnym kremem do włosów dodawanym do rozjaśniacza. Nie wspomnę, że nikt nam takiego kremu za darmo nie daje i nie stosujemy go na swoje dłonie, ale na włosy naszych klientek. W trosce. Wielkiej trosce o właśnie jej włosy. 

A po rozjaśnianiu – koniecznie prepigmentacja! 

I tak najprościej mówiąc, musimy oddać włosom to, co najcenniejszego utraciliśmy

podczas rozjaśniania. Bo usunięcie „sztucznych” pigmentów to jedno, ale przy okazji usuwamy też cenne, naturalnie występujące pigmenty we włosach – takie, które odpowiadają za strukturę, utrzymywanie koloru etc. I taki super płyn,

nie za miliony, ale też za złotówki, nakładamy na pięknie rozjaśnione, miękkie włosy, by wyrównać strukturę włosa i wprowadzić pigmenty odpowiedzialne za utrzymanie tych z farby, którą nałożymy za chwilę… Ufffff

W końcu… Robimy blond, pani Halinko! 

I teraz dopiero przechodzimy do sedna sprawy – nakładamy kolor docelowy! Ten piękny blond, o którym, droga klientko, marzysz, śnisz, rozmyślasz i za którym tęsknisz. Ten, który zachwyci księcia na białym (blond) koniu i dzięki któremu każde przewinienie za kierownicą wybaczą ci policjanci i strażnicy miejscy. Tak właśnie – ten cudowny perłowy, lekko ochłodzony kolor mieniący  się w zachodzącym słońcu milionem innych odcieni, niczym zmysłowa tuberoza w palecie Welli (Tak! Zmysłowa tuberoza! Tak Wella nazwała jeden ze swoich kolorów. Mieli fantazję, prawda?:)

Tak więc, po tych wszystkich przygotowaniach, w trakcie których zużyliśmy: rozjaśniacz, krem do rozjaśniacza, krople do przyspieszenia rozjaśniania, plex, płyn do prepigmentacji – możemy przejść do koloryzacji blond. 

Nakładamy więc farbę, czasem musimy wysuszyć włosy, czasem nakładamy ją na mokre włosy, w każdym razie – zgadza się, zużywamy farbę lub przeważnie – kilka farb. Cena farby? Hmmm, 20-60zł. Plus oksydant (20-60zł). Nie zużywam całego oksydantu, ale bywa, że zużywam dwie, trzy farby. 

 

Koniec bajki?

Ależ nie! To dopiero początek! Bo taki efekt, niczym ta tuberoza (a propos, tuberoza to taki kwiat:), został dopiero zasiany, teraz trzeba go pielęgnować, podlewać, chuchać, dmuchać i dbać. Bez odpowiedniego nawozu i podlewania – tuberoza zmarnieje. Tak samo, jak i twoje piękne włosy blond – bez odpowiedniej pielęgnacji – kolor spłowieje, spłucze się, zejdzie, zblednie, zżółknie.
A włosy stracą blask… Dlaczego? Bo to normalne. Zwłaszcza przy pierwszej koloryzacji. 

Pierwsze kroki w kontekście pielęgnacji postawi fryzjer – po udanej koloryzacji, twój mądry fryzjer zakończy proces farbowania zakwaszając włosy odpowiednim szamponem (lub użyje farb, które nie będą wymagały mycia i same zakwaszą włosy), techniczną maską, płynem z niskim pH.

 

„Kup pani tą maskę”

A potem, chcąc mieć takie same włosy jak po wyjściu od fryzjera, nie wystarczą Ci produkty z drogerii. Nie wystarczą też produkty z apteki. Mało tego – nawet ze sklepem fryzjerskim będzie problem, bo pani zza lady nie do końca będzie wiedziała, jakiego produktu potrzebują twoje włosy. No, chyba, że pozna historię koloryzacji oraz organoleptycznie zbada porowatość włosów i skłonność do nieporządanych zachowań. 

Wtedy – wiadomo, bierz w ciemno to, co ta pani proponuje. Ale, jeśli jakimś cudem tak się nie stanie, zaufaj fryzjerowi – on, mając do dyspozycji wiedzę i produkty, na pewno dobierze taki, który podtrzyma kolor i pozytywnie wpłynie na jakość włosów. Bez niego ani rusz, i nie chodzi o to, żeby zedrzeć z ciebie ostatnie pieniądze. Czy lekarz też chce zrobić cię „w jajo” przepisując receptę na leki, które mają za zadanie ciebie wyleczyć lub unormować stan chorobowy?

I co? Ile powinna kosztować koloryzacja blond? Taka dobra, z zachowaniem sztuki fryzjerskiej, wykonana z wielką atencją na jakość twoich włosów? 

 

Olga Sobocińska – mistrz fryzjerstwa, wieloletni szkoleniowiec, autorka  artykułów w magazynach fryzjerskich, dyplomowana wizażystka, mgr inż. towaroznawsta i zarządzania jakością. Pracująca za fotelem w Polsce, Hiszpanii, Singapurze, ucząca kolegów po fachu z całego świata,  nieustannie doskonaląca swoje umiejętności na przeróżnych szkoleniach w Europie i poza nią. Dziedziną, której się obecnie poświęca, są szkolenia biznesowe dla branży fryzjerskiej.