No dobrze, przyznam się na samym początku, bez bicia. Sama tak właśnie (dawno temu) mawiałam. Na samym początku mojej przygody z – szeroko pojętym – fryzjerstwem. Dość szybko ktoś życzliwy zwrócił uwagę, że robię sobie obciach. I przestałam. A teraz na tym punkcie mam bzika, a mianowicie – na temat wysławiania się, wypowiedzi, pisemnej narracji czy zwykłej rozmowy. 

Oczywiście nie zamierzam konkurować z profesorem Miodkiem, nikt chyba nie powinien nawet, ale to profesora właśnie, zamiast „jutubów”,  moglibyśmy czasem posłuchać. 

„Dzień dobry pani Halinko, zapraszam na fotelik! Kawusię zrobić? Ojojkuniu! Ale ma pani wypłukany kolorek! A włoski też podetniemy, co? No to co, robimy brązik, jak zawsze?” 

Jak słyszę takie teksty, nóż mi się w kieszeni otwiera. “Pani Halinka” może i brzmi delikatniej niż „Halina”, ale zdecydowanie lepiej brzmi babcia Halinka, niż obca – nomen omen – pani Halinka. Ale ok, przeżyjemy „panią Halinkę”. Przeżyję też  starszego „pana Bartusia” . Ale „włosków” już nie przeżyję. Jak i całej reszty wymienionej w powyższym cytacie. 

Ostatnio dowiedziałam się, że są to tzw. kelneryzmy. Zresztą, to jest kolejne określenie na często występujące w naszej pracy zdrobnienia. Nie znałam definicji takiego zmiękczania wyrazów, a tu – proszę – niczym kelner podający „zupkę”, „kotlecik” czy„deserek”.Tak a propos – zwróćcie uwagę będąc w restauracji, jak zwracają się do Was kelnerzy. 

Jak już być może zdążyliście zauważyć, ja często powtarzam, także na moich szkoleniach, że zawód fryzjera jest bardzo podobny do zawodu lekarza.  Pod wieloma względami. I bez cienia przesady. Pomijam fakt, że zdarza nam się wyleczyć włosy, skórę głowy, ale często leczymy po prostu (i przede wszystkim) – samopoczucie. 

Wyobraźcie sobie więc, że idziecie do lekarza…

Ty: „Dzień dobry pani doktor”. 

Lekarz: „Dzień dobry pani Kasiu, miło panią widzieć. Co panią sprowadza do mojego gabineciku?”.

Ty: „Mam dziwną wysypkę na dekolcie”.

Lekarz: „Proszę pokazać dekolcik. Ojej, ale dużo tych krosteczek! Takie czerwoniutkie. Wezmę lupkę i się im przyjrzę lepiej. Zapraszam więc na leżaneczkę. Proszę zdjąć bluzeczkę, abym mogła zobaczyć te krosteczki dokładniej. Proszę poczekać, zapalę tylko lampeczkę”.

Ty: „Dobrze. Ile zajmie nam czasu dzisiejsza wizyta? 

Lekarz: „Pani Kasiu, około pół godzinki”.

Ty: „Jak mam leczyć więc tą wysypkę?”

Lekarz: „Myślę, że spróbujemy użyć tej maseczki na dekolt. Jest bardzo fajna. Napiszę na karteczce nazwę tego lekarstewka”. KURTYNA

Jak nadal nie rozumiesz, dlaczego zdrobnienia są mało profesjonalne, to bardziej poniższe powinno to wszystko wytłumaczyć:

Otóż, włoski to się ma, ale łonowe. Myjeczkę ma moje dziecko w zestawie Lego Friends. Faktycznie jest to myjeczka, ma jeden centymetr długości i pół szerokości. Ja w salonie mam profesjonalną myjnię do włosów. Tych na głowie. 

Dalej: kawusię piję z przyjaciółką na pogaduchach o niczym, na przykład u mnie w domu. A w salonie fryzjerskim powinna znaleźć się dobra, porządna, smaczna, wysokiej jakości kawa. Taki standard. Kolorek to kolejne zdrobnienie niekoniecznie świadczące o profesjonalizmie w naszym salonie. U nas są profesjonalne farby do włosów, dzięki którym uzyskamy pożądany kolor. I nie będzie to brązik czy blondzik. A będzie to perłowy odcień jasnego blondu lub chłodny odcień ciemnego brązu. Dla zobrazowania – pokazany na palecie barw lub na zdjęciu. I niekoniecznie wykonany „farbką”, ale doskonałą farbą permanentną. Uwierzcie mi, drodzy fryzjerzy: to, że zdrabniacie, nie stawia Was w świetle miłych i uprzejmych. Nasz klient przychodzi do nas przede wszystkim po profesjonalną usługę, a nie po “umizgiwanie się”. Bycie miłym i uprzejmym jest standardem, który przejawia się w jasnych komunikatach takich, jak: „Dzień dobry, bardo miło panią widzieć w naszych progach!”, „Czy ma pani ochotę na kawę, herbatę czy może sok?”, „Czy jest pani wystarczająco wygodnie w tej pozycji na myjni?” 

Ale…

oprócz tej „Pani Halinki” , w salonie fryzjersko – kosmetycznym od reguły odbiegać może również „wąsik”. Bo zdecydowanie lepiej  powiedzieć do pani Halinki: „zapraszam na depilację wąsika” niż „zapraszam na depilację wąsa”. Ale na tym już bym się zatrzymała. 

I na koniec: mam takiego znajomego, takiego mocno „męskiego” faceta, fryzjera. Samca alfa. Z mocnym głosem, stanowczym tonem, śliczną żoną i fajnymi dzieciakami. I jak słyszę, gdy mówi do swoich klientów: „Przejdziemy do myjeczki” – robi mi się słabiej, niż podczas awarii windy w wieżowcu, gdy muszę dostać się na piętnaste piętro… 

 

Olga Sobocińska – mistrz fryzjerstwa, wieloletni szkoleniowiec, autorka  artykułów w magazynach fryzjerskich, dyplomowana wizażystka, mgr inż. towaroznawsta i zarządzania jakością. Pracująca za fotelem w Polsce, Hiszpanii, Singapurze, ucząca kolegów po fachu z całego świata,  nieustannie doskonaląca swoje umiejętności na przeróżnych szkoleniach w Europie i poza nią. Dziedziną, której się obecnie poświęca, są szkolenia biznesowe dla branży fryzjerskiej.